Rozdział 14
-Hej? Nie przeszkadzam? Chciałam powiedzieć tylko, że przyniosłam jedzenie...ale chyba już nie jesteście głodni- powiedziałam spoglądając na stolik przed kanapą pełen jedzenia z chińskiej knajpki. Harry siedział na kanapie tyłem do drzwi więc jak stanęłam w drzwiach nie widział mnie, jednak jak zaczęłam mówić, momentalnie się odwrócił jakby ze strachem w oczach, albo jakimś przerażeniem, jakby ducha zobaczył. Przed nim siedziała po turecku długowłosa blondynka o dość mocnym makijażu z talerzem w ręku i widelcem kierującym do buzi Harrego. No nie było mnie zaledwie kilka godzin i znalazł sobie laskę która go karmi. Brawo.
-Hej! Nie, nie już nakarmiłam tego przystojniaka- odezwała się piskliwym głosem dziewczyna.
Zacisnęłam delikatnie zęby, tak żeby nie było mocno widać. Nie miałam zamiaru tutaj nocować. Nie no zachował się totalnie po chamsku, najpierw na mnie krzyczy, potem dzwoni czy przyjdę, albo może dzwonił tylko się upewnić, czy aby może zaprosić dziewczynę. Na prawdę myślałam, że...że on mnie lubi trochę bardziej, ale to chyba tylko moje wyobrażenia.
-Dobra... no to jak coś jedzenie jest w kuchni. Nie będę wam przeszkadzać- powiedziałam i wysłałam fałszywy uśmiech, dziewczyna go odwzajemniłam i zabrała się do karmienia lecz Harry delikatnie ją odsunął i próbował wstać. Nie stałam już dłużej w progu tylko poszłam się ubierać, cieszyłam się jedynie z powodu tego, że w przedpokoju było ciemne światło i nie było widać moich wilgotnych oczu.
-Czekaj- usłyszałam głos chłopaka.
-Coś mam ci... wam jeszcze przynieść? Ugotować? Posprzątać? - mówiłam z ironią.
-To tylko moja koleżanka...
-Ale czy ja ciebie pytam kto to jest?
-Nie, ale widać po tobie, że nie jest ci obojętne, z kim spędzam czas, szczególnie, że jest to dziewczyna i brzydka nie jest.
Co? Zabolały mnie jego słowa, nie mam pojęcia co on chciał w ten sposób udowodnić. Nic mu nie zrobiłam, a się na mnie wyżywa psychicznie. "Jest to dziewczyna i brzydka nie jest" pojebało go, niech nie myśli, że teraz będę mu pomagała w czymkolwiek. Poczułam jak chłodne łzy spływają po moich gorących policzkach, światło było ciemne, ale niestety nie aż tak, żeby to ukryć.
-Ejj kiciu płaczesz? - podszedł bliżej i przytulił mnie. Nie i co teraz mnie przytuli i o wszystkim zapomnę. Wydostałam się z jego objęcia i nacisnęłam klamkę drzwi wyjściowych.
-Dobranoc Harry-wydukałam i wyszłam.
Zeszłam ze schodów przeszłam z 10 metrów i się zatrzymałam. Zaczęłam mocniej płakać nie wiedzieć czemu.Myślałam co by było gdyby? Stojąc tak usłyszałam za mną kroki.
-Czekaj! -krzykną.
-Co!? Co chcesz mi jeszcze powiedzieć? - krzyczałam przez łzy.
-Przepraszam nie chciałem tego powiedzieć... no wiesz tego z Lizy i sorry za rano, po prostu nie lubię żyć przeszłością.
-Nie! Nie jestem zbytnio w stanie zrozumieć dlaczego mnie tak potraktowałeś przy drzwiach!?
-Zrozum! Nie chodziło mi o to, a po za tym gdzie teraz pójdziesz!? Zostawiłaś u mnie ubrania... wróć. Proszę.
Kurcze zapomniałam, że Niall nocuje dziś u mnie bo jego rodzina się zjeżdża. Nie mam pojęcia co zrobić. Mogę wrócić do Harrego i gapić się na "Lizy", albo wrócić do niego i zobaczyć jak ona opuszcza jego dom. Jeszcze zauważyłam, że z mieszkania obok wychodzi jakiś chłopak. Pewnie wkurzył się za to, że jesteśmy tak głośno czy coś.
-Jakiś problem?- odezwał się nieznajomy. Zapewne zobaczył, że płaczę i że się kłucimy.
-Nie wszystko w porządku- parsknął Harry.
-Naprawdę? - dopytałam go z ironią.
Facet nie wiedział zbytnio co się dzieje, widzi mnie pierwszy raz na oczy, Harrego zapewne zna bo jest jego sąsiadem i wie jaki bywa.
-Ludzie!- krzyknął Harry patrząc w niebo- Ty się nie wtrącaj, a my wracamy do mnie!- oznajmił i złapał mnie za nadgarstek na tyle mocno, abym nie dała rady się wyrwać.
Chłopak popatrzył przerażony, ale rzuciłam mu spojrzenie "Poradzę sobie".
Zapomniałabym o dziewczynie która cały czas była w domu. Weszliśmy do środka. Nie wiedzieć czemu, Harry poruszał się na kulach dużo sprawniej niż mogłabym to sobie wyobrazić. Dziewczyna była może nieco przerażona widząc mnie w takim stanie i rozzłoszczonego Harrego.
-Coś się stało?- zapytała piskliwym głosem.
-Lizy wyjdź- powiedział łagodnie na ile dał radę.
-Ale...
-Wynoś się okey!- tym razem już krzyknął.
Dziewczyna już nic nie odpowiadała tylko rzuciła mu wredne spojrzenie, ubrała się i opuściła dom. Staliśmy z Harrym tak samo od początku jak tylko weszliśmy do mieszkania. Nadgarstek zaczynał mnie już boleć, mogę zapewnić, że jutro będę miała zadrapania, albo delikatne siniaki. W końcu z łaski swojej postanowił mnie puścić. Nie ściągając płaszcza ani butów pobiegłam szybko do pokoju gdzie była moja torba i szybko zamknęłam drzwi. Nie chciałam już go widzieć tego wieczoru.
***
Jeśli przeczytałaś, zostaw komentarz.
Dziękuję ;)

Świeeeeetny <3 Kocham ♥ Nie mogę doczekać się następnego. <3
OdpowiedzUsuńsuper ;) czekam na next <3 świetny ;)
OdpowiedzUsuń