Rozdział 19
Z perspektywy Harrego:
Musimy wracać do domu robi się coraz później, a jutro szkoła. Ja pierdole jeszcze szkoła jakby wszystkiego było mało muszę się jeszcze tym gównem przejmować.
Chłopak podszedł z Nick bliżej mnie. Złapałem ją za rękę na tyle mocno, aby nie mogła się wydostać z uścisku.
-Luke daj nam jakieś auto, będziemy już się zmywali. A tak w ogóle ten pomysł z nocowaniem u ciebie jest totalnie pojebany. Za duże ryzyko - powiedziałem.
-Dobra masz kluczyki. Tamte czarne z drugiej strony ulicy widzisz? - kiwnąłem głową i wziąłem od chłopaka klucze.
Ciężko mi było iść z połamaną nogą i musiałem trzymać jeszcze dziewczynę. W końcu nie dałem rady i wyrwała się z uścisku, ale ku mojemu zdziwieniu nigdzie nie pobiegła tylko nadal szła w stronę samochodu. Usiadała na miejsce kierowcy i złapała mocno kierownicę, widać było na jej twarzy złość. Usiadłem na siedzeniu pasażera i zapiąłem pasy.
-Jedziemy do ciebie po książki na jutro?- zapytałem bez uczuć.
-Jesteś normalny. Harry o co kurwa chodzi!? Powiedz mi! - zaczęła krzyczeć.
-Mogę ci powiedzieć w domu, jak wrócimy...
-Tak? To sobie sam jedź do swojego pierdolonego domku - wyrzuciła i wyszła z samochodu zatrzaskując za sobą drzwi.
-Czekaj!- krzyknąłem, ale nie zrobiło to na niej wrażenia. Dalej szła przed siebie, pewnie sama nawet nie wiedziała, dokąd chce się udać.
No super. Ona przynajmniej może normalnie chodzić. Gdybym był w stanie już dawno bym za nią pobiegł. Co mam teraz robić? Teraz nie mam nawet jak na chatę wrócić. Dobra zadzwonie powiedzieć dla Luka, żeby odwiózł mnie do domu. Kumpel się zgodził i po 5 minutach siedział już na miejscu kierowcy odpalajac silnik.
-Gdzie twoja laska?- zapytał z drwiacym uśmiechem na twarzy.
-Po pierwsze to nie mów, że to moja "laska"...
-Sorry mówiąc to obrażam Ciebie- przerwal mi i zaczął się śmiać. Nie chciałem się z nim kłócić bo był mocny w gębie, a poza tym odwozil mnie, więc lepiej żeby mnie teraz nie wyrzucił z auta.
-Dobra nie ważne - rzuciłem. Jechaliśmy przez chwilę w ciszy, ale wiedziałem, że nie będzie ona wieczna.
-Chodzi z tobą do szkoły? - ciągnął temat dziewczyny.
-Taa, ale nie do tej samej klasy... a co w ogóle cie to obchodzi? - zapytałem lekko się śmiejac jakbym pytał tak po prostu.
-Nic tak myślę sobie, że ... haha nie nie ważne.
- Ściemniasz. Mów co chciałeś powiedzieć! - kierowała mną ciekawość.
-Ciekawe czy jest dobra w łóżku - powiedział.
Co? Czy ja kurwa dobrze słyszę? Nie mogę dać po sobie poznać jakby mnie to obchodziło z kim ona sypia.
-Myślę że to można sprawdzić - odpowiedziałem posyłając głupia uśmiech w stronę kolegi. Wiem, że jestem pojebany, ale przy nim muszę taki być. Okey jeśli taki jest postęp sytuacji to teraz mogę się chyba o to zapytać.
-A właściwie to co to było jak za nią pobiegłeś?- Luke rzucił mi chłodne spojrzenie, ale zaraz jego wzrok znowu skierował się na drogę.
-Nic, powiedziałem jej tylko kilka rzeczy, które są mało ważne- parsknął.
Wjechaliśmy na moją ulicę. Poradziłem sobie sam z wyjściem z samochodu i udałem się w stronę domu. Wyciągnąłem klucze i przekręciłem zamek, ku mojemu zdziwieniu drzwi nie były zamknięte. W kuchni paliło się jedno światło nad zlewem, a z pokoju dobiegały dźwięki z telewizora. Nie no super jak to kolejna niespodzianka kumpli Luka, którzy potrafią wpaść o 3 nad ranem i zapytać się o to czy mogą się napić to się wkurwię. Pośpiesznie udałem się do salonu. Na kanapie zobaczyłem śpiącą Nick. Uśmiechnąłem się i odetchnąłem z ulgą wiedząc, że nic jej się nie stało podczas powrotu. Podszedłem bliże, aby przykryć ją kocem. Niestety ja mam takie szczęście, że walnąłem stolik stojący obok i zwaliłem szklany wazon ze sztucznymi kwiatkami. Cały ten hałas obudził dziewczynę.
-Przepraszam chciałem Cię tylko przykryć- powiedziałem. Jej oczy były zaspane i zapłakane?
-Harry chce mi się spać dobra? Zamknij się i nie przepraszaj bo to nie ma zbytniego sensu. Przyszłam tu z powrotem tylko i jedynie dlatego, że puki masz gips i sobie nie radzisz muszę tobie pomagać i jestem w jakiś sposób za Ciebie odpowiedzialna- odpowiedziała zaspanym, zachrypniętym głosem i udała się w stronę pokoju w którym były jej rzeczy.
Nigdy nie pomyślałbym, że to dziewczyna będzie za mnie odpowiedzialna i że to ona będzie mi pomagać, a nie odwrotnie.
***
Dziękuję za wszystkie miłe komentarze ;*
Cieszę się, że nie piszę dla siebie ;)
czwartek, 27 lutego 2014
sobota, 22 lutego 2014
Rozdział 18
Duży salon z ogromnymi oknami na całe ściany za którymi panował już półmrok. Na ścianach wisiały duże obrazy lub były zapisane jakieś cytaty. Widać, że chata z całym wyposażeniem była warta miliony. Harry ze swoim kumplem weszli do przestronnego salonu i usiedli na białej kanapie. Nie wiedziałam jak zbytnio mam postępować.
-Dobra zostajecie na noc? - zapytał Luke.
Harry spojrzał w moją stronę i chyba zauważył w moich oczach, że nie mam ochoty tu zostawać. Jutro szkoła i w ogóle, a ja nie znam tego kolesia.
-Nie Luke, wracamy do mnie.
-Jak chcesz. Twoja laska ma prawo jazdy? - zapytał chłopak posyłając mi kpiące spojrzenie.
-Mam - odpowiedziałam bez uczuć.
-Pożyczę wam jakieś auto, żebyście mieli jak wrócić- oznajmił.
Nie polubiłam go. Jest dla mnie nie miły i uważa mnie za małe dziecko, które nie ma prawa niczego wiedzieć.
-Jak myślisz Tom dowie się o tym? - zwrócił się Luke do Harrego.
-Nie wiem, jeśli tak to nie będzie miło, ani dla nas, ani dla naszych bliskich.
Po tych słowach odwrócił się w moją stronę jakby przypomniało mu się, że to jestem. W jego oczach jedyne co byłam w stanie odczytać to zaniepokojenie.
-Styles przestań! Nam może i coś grozi, ale jej, wątpię. Poza tym powiedziałeś, że bliskim osobom, a ona...
-Masz rację- kiwnął głową Harry.
Czułam jakby w żołądku mi się coś przelewało. Jakby ktoś podciął mi nogi, a grawitacja nagle zaczęła silniej działać. Do oczu napłynęły mi łzy. W salonie paliła się tylko niewielka lampka, ja nadal stałam przy niedaleko drzwi wejściowych, a chłopacy siedzieli na kanapie. Okey Nick weź się w garść, przecież to Harry Styles, najpopularniejszy chłopak ze szkoły czego ty się spodziewałaś? Że się w tobie zakocha? Jestem taka głupia i naiwna. Gdybym teraz wybiegła nie dogoniłby mnie prawda? No jasne, że nie bo ma nogę w gipsie. Dobra Nick masz szansę uciec od niego zanim się zakochasz, chyba, że już się w nim zakochałam? Nie! Muszę odpychać od siebie tą myśl.
Z perspektywy Harrego:
Widać, że ta cała ta akcja strasznie ją męczy. Od kiedy tylko tu weszliśmy stoi przy wyjściu i patrzy tempo w podłogę, jakby chciała unikać mojego spojrzenia. W pewnym momencie dynamicznie się odwróciła, otworzyła drzwi i wybiegła na zewnątrz. Ja pierdole gdyby nie ta złamana noga to juz bym za nią biegł. Wstałam na tyle szybka jak mogłem.
-Luke! Kurwa biegnij ją zatrzymać - krzyknąłem zdenerwowany do kumpla.
-Nie przesadzaj. Jak nie ta to następna.
-Nie przeginaj Luke. Biegnij ją zatrzymać! - rozkazałem po raz kolejny.
Tym razem przyjaciel posłuchał się mnie i wyszedł z domu. Wziąłem kule, ubrałem kurtkę i wyszedłem na zewnątrz. Ulica była oświetlona lampami.Zauważyłem, że Luke złapał Nick. Trzymał ją przed sobą i coś do niej mówił, nie byłem w stanie usłyszeć o czym rozmawiają bo stałem jakieś 100 metrów od nich. Widziałem jak dziewczyna próbuje wyrwać się z uścisku, ale on przybliżył ją jeszcze bliżej tak, że teraz dotykali się klatkami piersiowymi. Położył swój policzek na jej twarzy za zaczął jej coś mówić na ucho. Nie mogłem patrzeć jak to robi. To mój kumpel i nie ma złych zamiarów, to wiem, ale i tak ten widok nie był dla mnie.
-Luke! Chodź z nią tutaj! - krzyknąłem gdy w końcu zdobyłem się na odwagę.
***
Wiem, że nie najlepiej piszę, dlatego myślę o zakończeniu tej historii.
To znaczy, że myślę aby przestać ją kontynuować ;(
Nie piszę tego dla siebie tylko dla innych, a nie czyta go najprawdopodobniej z jakieś 3 osoby. Nikt nie komentuje i jest mi zwyczajnie przykro ;c
Jeśli chcecie, abym pisała to po prostu dajcie mi trochę otuchy z waszej strony.
Duży salon z ogromnymi oknami na całe ściany za którymi panował już półmrok. Na ścianach wisiały duże obrazy lub były zapisane jakieś cytaty. Widać, że chata z całym wyposażeniem była warta miliony. Harry ze swoim kumplem weszli do przestronnego salonu i usiedli na białej kanapie. Nie wiedziałam jak zbytnio mam postępować.
-Dobra zostajecie na noc? - zapytał Luke.
Harry spojrzał w moją stronę i chyba zauważył w moich oczach, że nie mam ochoty tu zostawać. Jutro szkoła i w ogóle, a ja nie znam tego kolesia.
-Nie Luke, wracamy do mnie.
-Jak chcesz. Twoja laska ma prawo jazdy? - zapytał chłopak posyłając mi kpiące spojrzenie.
-Mam - odpowiedziałam bez uczuć.
-Pożyczę wam jakieś auto, żebyście mieli jak wrócić- oznajmił.
Nie polubiłam go. Jest dla mnie nie miły i uważa mnie za małe dziecko, które nie ma prawa niczego wiedzieć.
-Jak myślisz Tom dowie się o tym? - zwrócił się Luke do Harrego.
-Nie wiem, jeśli tak to nie będzie miło, ani dla nas, ani dla naszych bliskich.
Po tych słowach odwrócił się w moją stronę jakby przypomniało mu się, że to jestem. W jego oczach jedyne co byłam w stanie odczytać to zaniepokojenie.
-Styles przestań! Nam może i coś grozi, ale jej, wątpię. Poza tym powiedziałeś, że bliskim osobom, a ona...
-Masz rację- kiwnął głową Harry.
Czułam jakby w żołądku mi się coś przelewało. Jakby ktoś podciął mi nogi, a grawitacja nagle zaczęła silniej działać. Do oczu napłynęły mi łzy. W salonie paliła się tylko niewielka lampka, ja nadal stałam przy niedaleko drzwi wejściowych, a chłopacy siedzieli na kanapie. Okey Nick weź się w garść, przecież to Harry Styles, najpopularniejszy chłopak ze szkoły czego ty się spodziewałaś? Że się w tobie zakocha? Jestem taka głupia i naiwna. Gdybym teraz wybiegła nie dogoniłby mnie prawda? No jasne, że nie bo ma nogę w gipsie. Dobra Nick masz szansę uciec od niego zanim się zakochasz, chyba, że już się w nim zakochałam? Nie! Muszę odpychać od siebie tą myśl.
Z perspektywy Harrego:
Widać, że ta cała ta akcja strasznie ją męczy. Od kiedy tylko tu weszliśmy stoi przy wyjściu i patrzy tempo w podłogę, jakby chciała unikać mojego spojrzenia. W pewnym momencie dynamicznie się odwróciła, otworzyła drzwi i wybiegła na zewnątrz. Ja pierdole gdyby nie ta złamana noga to juz bym za nią biegł. Wstałam na tyle szybka jak mogłem.
-Luke! Kurwa biegnij ją zatrzymać - krzyknąłem zdenerwowany do kumpla.
-Nie przesadzaj. Jak nie ta to następna.
-Nie przeginaj Luke. Biegnij ją zatrzymać! - rozkazałem po raz kolejny.
Tym razem przyjaciel posłuchał się mnie i wyszedł z domu. Wziąłem kule, ubrałem kurtkę i wyszedłem na zewnątrz. Ulica była oświetlona lampami.Zauważyłem, że Luke złapał Nick. Trzymał ją przed sobą i coś do niej mówił, nie byłem w stanie usłyszeć o czym rozmawiają bo stałem jakieś 100 metrów od nich. Widziałem jak dziewczyna próbuje wyrwać się z uścisku, ale on przybliżył ją jeszcze bliżej tak, że teraz dotykali się klatkami piersiowymi. Położył swój policzek na jej twarzy za zaczął jej coś mówić na ucho. Nie mogłem patrzeć jak to robi. To mój kumpel i nie ma złych zamiarów, to wiem, ale i tak ten widok nie był dla mnie.
-Luke! Chodź z nią tutaj! - krzyknąłem gdy w końcu zdobyłem się na odwagę.
***
Wiem, że nie najlepiej piszę, dlatego myślę o zakończeniu tej historii.
To znaczy, że myślę aby przestać ją kontynuować ;(
Nie piszę tego dla siebie tylko dla innych, a nie czyta go najprawdopodobniej z jakieś 3 osoby. Nikt nie komentuje i jest mi zwyczajnie przykro ;c
Jeśli chcecie, abym pisała to po prostu dajcie mi trochę otuchy z waszej strony.
poniedziałek, 17 lutego 2014
Rozdział 17
-To wy... nie jesteście razem? - Zapytał jakby z jakąś ulgą, ale też kompromitacją w oczach, że w ogóle tak pomyślał.
-Nie no coś ty, przecież od zawsze się przyjaźnimy, ale nic więcej.
Weszliśmy do kawiarni siadając gdzieś przy stoliku jak najdalej od drzwi. Nie lubiłam zbytnio jak ktoś otwiera za moimi plecami drzwi i całe zimno w podwórka leci na mnie. Zamówiłam cappuccino. Czekaliśmy na nasze zamówienia rozmawiając głównie o szkole.Gadał, że w tym półroczu babka od fizyki chciała postawić mu dwójkę tylko dlatego, że dwa razy spóźnił się na lekcje. Nagle rozbrzmiał dźwięk dzwonka w mojej torebce. Szybko i bezinteresownie odebrałam nie patrząc nawet kto dzwoni.
-Hallo.
-Nick jesteś w domu?- odezwał się głos Harrego. Sprawdzał mnie, ha nie ma tak łatwo.
-A co?
-Nick! Kurwa! Jesteś w tym cholernym domu? - krzykną. W głosie było słychać wyraźne zdenerwowanie i .. strach?
-Nie, nie jestem, a co się stało?
-Nie teraz, powiedz gdzie jesteś? - Co? Miałam mu powiedzieć "No wiesz jestem z moim byłym na kawie"? Dobra coś wymyślę. Tylko co? Co lepsze poszłam do domu po książki i kilka rzeczy czy jestem u Klaudii na pogaduchach?
-Wyszłam na spacer - odpowiedziałam lekko.
-Daleko jesteś? - zapytał.
-Jakieś 15 minut od twojego mieszkania... Harry co się do cholery stało? - spytałam na tyle cicho, żeby nikt w Starbucks mnie nie usłyszał, no za wyjątkiem chłopaka, który siedział wpatrzony we mnie jak rozmawiam przez telefon.
-Powiem Ci później. Gdzie dokładniej jesteś?
-Jestem niedaleko Starbucks.
-Zaraz tam przyjadę - odpowiedział.
-Ale przecież nie możesz jeździć - stwierdziłam.
-Przyjedziemy. - Rozłączył się.
Jezu co mam zrobić. Po pierwsze pozbyć się Davida. Trochę mi głupio no, ale wolę to ni, aby Harry zaczął mu wygadywać jakieś głupoty.Ok trzeba wziąć się w garść i coś wymyślić.
Schowałam telefon do torebki i wzięłam łyk napoju, który robił już się chłodny.
-Kto dzwoni? - zapytał chłopak.
-Nikt, nie ważne kim była ta osoba, ale ważne jest to, że nie mogę tu dłużej zostać. Przepraszam. Może kiedyś to powtórzymy? - Zaproponowałam z grzeczności, bo tak naprawdę nie miałam ochoty się z nim spotkać w najbliższym czasie.
-Chętnie - odparł. - Mogę wiedzieć dlaczego tak szybko mnie opuszczasz? - zaśmiał się.
-Szybko? Siedzimy to już 2 godzinki - zaśmiałam się. - Nie obraź się, ale nie powinno cię to obchodzić. Muszę już iść.
Wzięłam szybko płaszcz, który wcześniej chłopak powiesił na wieszaku obok wejścia. Ubrałam się , poprawiłam włosy i wyszłam. Na podwórku było chłodniej niż przedtem, a na dodatek wiał chłodny wiatr. Nie wiedziałam nawet jakim samochodem przyjadą. Właśnie przyjadą , kto?
W pewnym momencie podjechał do mnie czarny Jeep Grand Cherokee z przyciemnionymi szybami. Jedno okno zaczęło powoli zjeżdżać w dół. Ujrzałam w nim twarz Harrego. Nie wiem czemu, ale odetchnęłam z ulgą. W sumie to nie spodziewałam się nikogo innego... nie ważne.
-Wsiadaj! - rozkazał.
Szybko wykonałam jego polecenie i weszłam do samochodu siadając na tylne siedzenie. Harry siedział z przodu na siedzeniu pasażera, a obok niego siedział... właśnie kto to?
-Harry? - odezwałam się delikatnie na ile to było możliwe.
-Tak?
-Co się tak właściwie dzieje? - zapytałam.
-Słuchaj, wszystko było okey dopóki...
-Styles nie mów jej - przerwał mu chłopak - jesteś pewien, że możesz jej zaufać? Żeby nie było tak jak z Cleo czy nawet Moną, albo z T...
-Stop! Zamknij się Luke! Ona nie jest jak inne.
No zajebiście i znowu się niczego nie dowiem, a w dodatku, co to za laski? Ciekawe czy gdyby Harry mu nie przerwał, to chłopak długo by jeszcze wymieniał. Zrobiło mi się przykro. I w ogóle po co oni mnie w to zamieszali. W to czyli w co? To wszystko było tak zagmatwane, że nawet nie wiem o co bym mogła zapytać.
Jechaliśmy między jakimiś domami. Nie znam tej okolicy. Za oknem zaczęło się już ściemniać. Zimą już o wpół do czwartej jest ciemno. Wjechaliśmy na bruk przed czyimś domem? Raczej mogłabym powiedzieć willą. Dom był przepiękny z zewnątrz i założę się, że w środku jest jeszcze bardziej niesamowity. Luke wyłączył silnik i wyszedł z samochodu, Harry zrobił to samo. Zostałam w środku nie chciałam im przeszkadzać. Wymienili kilka zdań przed samochodem i Harry pokazał mi ręką, abym wysiadła. Zrobiłam tak jak kazał. Luke wyciągnął kluczyki z tylnej kieszeni i otworzył drzwi. Wow to jego chata! No nieźle nie spodziewałam się, choć mogłam, co wynikało z jego drogiego auta. Weszliśmy i nie myliłam się, w środku było jeszcze piękniej niż na zewnątrz.
***
Pisałam na szybko ;)
Jakieś pytania to to mój tt @so_happily_
Kocham was <3
Po prawej dodałam nową zakładkę, jak coś zaznaczajcie ;)
-To wy... nie jesteście razem? - Zapytał jakby z jakąś ulgą, ale też kompromitacją w oczach, że w ogóle tak pomyślał.
-Nie no coś ty, przecież od zawsze się przyjaźnimy, ale nic więcej.
Weszliśmy do kawiarni siadając gdzieś przy stoliku jak najdalej od drzwi. Nie lubiłam zbytnio jak ktoś otwiera za moimi plecami drzwi i całe zimno w podwórka leci na mnie. Zamówiłam cappuccino. Czekaliśmy na nasze zamówienia rozmawiając głównie o szkole.Gadał, że w tym półroczu babka od fizyki chciała postawić mu dwójkę tylko dlatego, że dwa razy spóźnił się na lekcje. Nagle rozbrzmiał dźwięk dzwonka w mojej torebce. Szybko i bezinteresownie odebrałam nie patrząc nawet kto dzwoni.
-Hallo.
-Nick jesteś w domu?- odezwał się głos Harrego. Sprawdzał mnie, ha nie ma tak łatwo.
-A co?
-Nick! Kurwa! Jesteś w tym cholernym domu? - krzykną. W głosie było słychać wyraźne zdenerwowanie i .. strach?
-Nie, nie jestem, a co się stało?
-Nie teraz, powiedz gdzie jesteś? - Co? Miałam mu powiedzieć "No wiesz jestem z moim byłym na kawie"? Dobra coś wymyślę. Tylko co? Co lepsze poszłam do domu po książki i kilka rzeczy czy jestem u Klaudii na pogaduchach?
-Wyszłam na spacer - odpowiedziałam lekko.
-Daleko jesteś? - zapytał.
-Jakieś 15 minut od twojego mieszkania... Harry co się do cholery stało? - spytałam na tyle cicho, żeby nikt w Starbucks mnie nie usłyszał, no za wyjątkiem chłopaka, który siedział wpatrzony we mnie jak rozmawiam przez telefon.
-Powiem Ci później. Gdzie dokładniej jesteś?
-Jestem niedaleko Starbucks.
-Zaraz tam przyjadę - odpowiedział.
-Ale przecież nie możesz jeździć - stwierdziłam.
-Przyjedziemy. - Rozłączył się.
Jezu co mam zrobić. Po pierwsze pozbyć się Davida. Trochę mi głupio no, ale wolę to ni, aby Harry zaczął mu wygadywać jakieś głupoty.Ok trzeba wziąć się w garść i coś wymyślić.
Schowałam telefon do torebki i wzięłam łyk napoju, który robił już się chłodny.
-Kto dzwoni? - zapytał chłopak.
-Nikt, nie ważne kim była ta osoba, ale ważne jest to, że nie mogę tu dłużej zostać. Przepraszam. Może kiedyś to powtórzymy? - Zaproponowałam z grzeczności, bo tak naprawdę nie miałam ochoty się z nim spotkać w najbliższym czasie.
-Chętnie - odparł. - Mogę wiedzieć dlaczego tak szybko mnie opuszczasz? - zaśmiał się.
-Szybko? Siedzimy to już 2 godzinki - zaśmiałam się. - Nie obraź się, ale nie powinno cię to obchodzić. Muszę już iść.
Wzięłam szybko płaszcz, który wcześniej chłopak powiesił na wieszaku obok wejścia. Ubrałam się , poprawiłam włosy i wyszłam. Na podwórku było chłodniej niż przedtem, a na dodatek wiał chłodny wiatr. Nie wiedziałam nawet jakim samochodem przyjadą. Właśnie przyjadą , kto?
W pewnym momencie podjechał do mnie czarny Jeep Grand Cherokee z przyciemnionymi szybami. Jedno okno zaczęło powoli zjeżdżać w dół. Ujrzałam w nim twarz Harrego. Nie wiem czemu, ale odetchnęłam z ulgą. W sumie to nie spodziewałam się nikogo innego... nie ważne.
-Wsiadaj! - rozkazał.
Szybko wykonałam jego polecenie i weszłam do samochodu siadając na tylne siedzenie. Harry siedział z przodu na siedzeniu pasażera, a obok niego siedział... właśnie kto to?
-Harry? - odezwałam się delikatnie na ile to było możliwe.
-Tak?
-Co się tak właściwie dzieje? - zapytałam.
-Słuchaj, wszystko było okey dopóki...
-Styles nie mów jej - przerwał mu chłopak - jesteś pewien, że możesz jej zaufać? Żeby nie było tak jak z Cleo czy nawet Moną, albo z T...
-Stop! Zamknij się Luke! Ona nie jest jak inne.
No zajebiście i znowu się niczego nie dowiem, a w dodatku, co to za laski? Ciekawe czy gdyby Harry mu nie przerwał, to chłopak długo by jeszcze wymieniał. Zrobiło mi się przykro. I w ogóle po co oni mnie w to zamieszali. W to czyli w co? To wszystko było tak zagmatwane, że nawet nie wiem o co bym mogła zapytać.
Jechaliśmy między jakimiś domami. Nie znam tej okolicy. Za oknem zaczęło się już ściemniać. Zimą już o wpół do czwartej jest ciemno. Wjechaliśmy na bruk przed czyimś domem? Raczej mogłabym powiedzieć willą. Dom był przepiękny z zewnątrz i założę się, że w środku jest jeszcze bardziej niesamowity. Luke wyłączył silnik i wyszedł z samochodu, Harry zrobił to samo. Zostałam w środku nie chciałam im przeszkadzać. Wymienili kilka zdań przed samochodem i Harry pokazał mi ręką, abym wysiadła. Zrobiłam tak jak kazał. Luke wyciągnął kluczyki z tylnej kieszeni i otworzył drzwi. Wow to jego chata! No nieźle nie spodziewałam się, choć mogłam, co wynikało z jego drogiego auta. Weszliśmy i nie myliłam się, w środku było jeszcze piękniej niż na zewnątrz.
***
Pisałam na szybko ;)
Jakieś pytania to to mój tt @so_happily_
Kocham was <3
Po prawej dodałam nową zakładkę, jak coś zaznaczajcie ;)
środa, 12 lutego 2014
Rozdział 16
Postanowiłam, że wyjdę trochę wcześniej niż się umówiliśmy. Musiałam przemyśleć sytuację w jakiej się znalazłam. Mieszkam z Harrym, pokłóciliśmy się, tak że aż się popłakałam, a psychicznie mogła wytrzymać dość dużo lecz nie nawiedziłam jak ktoś na mnie krzyczy, ale później z błahej przyczyny spałam z nim w jednym łóżku. To jest dość dziwne. Może za szybko mu wybaczyłam, może powinnam trochę poczekać bo sytuacja prawdopodobnie może się powtórzyć. Wszędzie może, może, może, ale niczego nie byłam na 100 % pewna. Jedyne co wiedziałam to to, że czułam do tego chłopaka więcej niż do kolegi, czy przyjaciela.
Okey teraz zastanowię się na jakim etapie jestem z Davidem. Niby chodziliśmy i jest to dla mnie zamknięty rozdział, ale on chyba próbuje... w sumie to nie mam pojęcia co. Chciałby do mnie wrócić? Chyba nie byłabym na to gotowa, a poza tym tego nie chcę. Cieszę się, że nasz kontakt się nie urwał i że zostaliśmy przyjaciółmi. Jak dla mnie ta relacja jest dobra.
Chwila! Spojrzałam na siedzące małżeństwo z dzieckiem w parku. Później zobaczyłam trzy dziewczyny, które wyglądały na mój wiek. Zerknęłam jeszcze na drugą stronę parku, a tam jakaś kobieta z wnukami w wieku 15-16 lat karmili gołębie. Jest niedziela! No w sumie sam fakt, że jest ostatni dzień tygodnia nie zrobiłby na mnie takiego wrażenia, ale co Harry mógł robić w niedziele? Jakie sprawy załatwia się w niedziele? Nie podobało mi się to.
-Hej! Długo tak tu stoisz? - głos chłopaka przerwał moje myśli.
-Hej! Nie, z jakieś 10, może 15 minut - odpowiedziałam i przytuliłam go na powitanie.
-To co jedziemy?
-Możemy się przejść? Jest ładna pogoda, a spacer dobrze nam zrobi - zaproponowałam.
-Jeśli chcesz zmarznąć, to proszę bardzo - zaśmiał się, po czym ruszyliśmy w stronę Kawiarni.
Nie wiem jak to wam powiedzieć, ale czułam się dość nieswojo w jego towarzystwie. Byliśmy razem, ale dość dawno tak po prostu nie byliśmy na spacerze czy na kawie. Nie bardzo wiedziałam jak się zachować. Ciekawe czy się zmienił? O Boże o czym ja myślę, na pewno się zmienił, nie spotykamy się ponad rok. Ciekawe czy wyglądam jakbym o nim myślała. O nie! Mam jakąś plamkę na bucie, a nie to tylko śnieg. To dziwne, że w Anglii tak wcześnie pada, a może i nie.
Jezuuu! Mój mózg jest głupi.
-Co zamierzasz robić jak skończysz szkołę? - zaczęłam.
-W sumie to jeszcze nie wiem, chciałbym być inżynierem budownictwa, ale to już ci kiedyś mówiłem - uśmiechnął się - a ty? Masz już jakieś plany?
-Wiesz jak to ze mną jest. Dziś chcę być projektantką mody, za tydzień lekarzem, a jeszcze później architektem - zażartowałam jednocześnie mówiąc prawdę.
-Tak, wiem...- powiedział i spuścił głowę.
Miałam wrażenie jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale postanowił odpuścić. Stwierdziłam, że będę drążyć ten temat. Czasem potrafiłam być uparta.
-Coś chciałeś jeszcze powiedzieć? - zapytałam ostrożnie.
-Ni..nie nic ważnego.
-No weź powiedz - zachęciłam go i uśmiechnęłam się na tyle słodko, żeby go złamać.
-No... no niech Ci będzie - zaśmiał się. - Myślisz, że między nami mogłoby coś jeszcze być? Szczerze?
-Yyy myślę, że gdybyśmy oboje chcieli to mogłoby coś z tego być, ale i w to trochę powątpiewam, a poza tym... no ja nie chcę z tobą być - odpowiedziałam.
-Aha rozumiem...Niall?
-Co!? Haha Niall? Co Niall? - wybuchłam śmiechem.
***
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na rozdział, ale mam strasznie dużo nauki.
Komentujcie, bardzo mi zależy na komentarzach ;)
Postanowiłam, że wyjdę trochę wcześniej niż się umówiliśmy. Musiałam przemyśleć sytuację w jakiej się znalazłam. Mieszkam z Harrym, pokłóciliśmy się, tak że aż się popłakałam, a psychicznie mogła wytrzymać dość dużo lecz nie nawiedziłam jak ktoś na mnie krzyczy, ale później z błahej przyczyny spałam z nim w jednym łóżku. To jest dość dziwne. Może za szybko mu wybaczyłam, może powinnam trochę poczekać bo sytuacja prawdopodobnie może się powtórzyć. Wszędzie może, może, może, ale niczego nie byłam na 100 % pewna. Jedyne co wiedziałam to to, że czułam do tego chłopaka więcej niż do kolegi, czy przyjaciela.
Okey teraz zastanowię się na jakim etapie jestem z Davidem. Niby chodziliśmy i jest to dla mnie zamknięty rozdział, ale on chyba próbuje... w sumie to nie mam pojęcia co. Chciałby do mnie wrócić? Chyba nie byłabym na to gotowa, a poza tym tego nie chcę. Cieszę się, że nasz kontakt się nie urwał i że zostaliśmy przyjaciółmi. Jak dla mnie ta relacja jest dobra.
Chwila! Spojrzałam na siedzące małżeństwo z dzieckiem w parku. Później zobaczyłam trzy dziewczyny, które wyglądały na mój wiek. Zerknęłam jeszcze na drugą stronę parku, a tam jakaś kobieta z wnukami w wieku 15-16 lat karmili gołębie. Jest niedziela! No w sumie sam fakt, że jest ostatni dzień tygodnia nie zrobiłby na mnie takiego wrażenia, ale co Harry mógł robić w niedziele? Jakie sprawy załatwia się w niedziele? Nie podobało mi się to.
-Hej! Długo tak tu stoisz? - głos chłopaka przerwał moje myśli.
-Hej! Nie, z jakieś 10, może 15 minut - odpowiedziałam i przytuliłam go na powitanie.
-To co jedziemy?
-Możemy się przejść? Jest ładna pogoda, a spacer dobrze nam zrobi - zaproponowałam.
-Jeśli chcesz zmarznąć, to proszę bardzo - zaśmiał się, po czym ruszyliśmy w stronę Kawiarni.
Nie wiem jak to wam powiedzieć, ale czułam się dość nieswojo w jego towarzystwie. Byliśmy razem, ale dość dawno tak po prostu nie byliśmy na spacerze czy na kawie. Nie bardzo wiedziałam jak się zachować. Ciekawe czy się zmienił? O Boże o czym ja myślę, na pewno się zmienił, nie spotykamy się ponad rok. Ciekawe czy wyglądam jakbym o nim myślała. O nie! Mam jakąś plamkę na bucie, a nie to tylko śnieg. To dziwne, że w Anglii tak wcześnie pada, a może i nie.
Jezuuu! Mój mózg jest głupi.
-Co zamierzasz robić jak skończysz szkołę? - zaczęłam.
-W sumie to jeszcze nie wiem, chciałbym być inżynierem budownictwa, ale to już ci kiedyś mówiłem - uśmiechnął się - a ty? Masz już jakieś plany?
-Wiesz jak to ze mną jest. Dziś chcę być projektantką mody, za tydzień lekarzem, a jeszcze później architektem - zażartowałam jednocześnie mówiąc prawdę.
-Tak, wiem...- powiedział i spuścił głowę.
Miałam wrażenie jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale postanowił odpuścić. Stwierdziłam, że będę drążyć ten temat. Czasem potrafiłam być uparta.
-Coś chciałeś jeszcze powiedzieć? - zapytałam ostrożnie.
-Ni..nie nic ważnego.
-No weź powiedz - zachęciłam go i uśmiechnęłam się na tyle słodko, żeby go złamać.
-No... no niech Ci będzie - zaśmiał się. - Myślisz, że między nami mogłoby coś jeszcze być? Szczerze?
-Yyy myślę, że gdybyśmy oboje chcieli to mogłoby coś z tego być, ale i w to trochę powątpiewam, a poza tym... no ja nie chcę z tobą być - odpowiedziałam.
-Aha rozumiem...Niall?
-Co!? Haha Niall? Co Niall? - wybuchłam śmiechem.
***
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na rozdział, ale mam strasznie dużo nauki.
Komentujcie, bardzo mi zależy na komentarzach ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

